IntroJest godzina 05:03, wczoraj się przeziębiłem i nie mogę praktycznie oddychać, nie mogę zasnąć, za 4 godziny zaczyna się zakończenie roku w mojej szkole. Postanowiłem wreszcie poświecić czas, aby podzielić się z wami czymś, co naprawdę tknęło coś nowego do mojego życia - mojej pierwszej wycieczce do Anglii.
Jak się zaczęło?Gdzieś na początku Marca tego roku zostałem poinformowany, przez mojego tatę, że jedzie firmowo na targi Salute 09 UK ze znajomym do anglii i potrzebują kogoś, kto sprawnie włada angielskim do pomocy w komunikacji w niektórych miejscach. Stwierdziłem - czemu by nie jechać, skoro jest możliwość za darmo odwiedzenia tego kraju? Potwierdziłem chęć wylotu z tatą i jeszcze w tym samym tygodniu mój bilet, a także i miejsce w hotelu zostały zabookowane. Targi odbywały się w Sobotę, 28 Marca. Nasz wylot był 27, a powrót 29.
To mały kroczek dla Liska...Zaplanowany mieliśmy lot samolotem. Nigdy wcześniej nie leciałem więc naprawdę, strasznie się bałem tego wszystkiego. ok. godziny 4 rano wyjechaliśmy taksówką na Gdańskie lotnisko aby tam odczekać na odprawę. Kurde, pierwszy raz zostałem w ten sposób przeszukany... jest strasznie restrykcyjne prawo, jeśli chodzi o loty. Na pokład statku nie możemy zabrać: ostrych przedmiotów, jedzenia, płynów powyżej 100ml. Tak jak te ostre przedmioty to ja rozumiem, to na te płyny mogli trochę więcej dać. Sama odprawa nie jest szybkim procesem, trzeba się przedostać przez kilka (tak, nie jedną) kontrol paszportowych aby dojść do wyjścia z lotniska.
Lift off!Po ok. godzinie, a może i półtora doszliśmy do samego samolotu Wizz Air gdzie usiedliśmy w okolicach środka (ponoć tam jest najbezpieczniej). Przeczytaliśmy instrukcje, wysłuchaliśmy jeszcze raz to samo od obsługi statku (naprawdę, bardzo dobrze tłumaczą). Trzeba było teraz zapiąć pasy, są to zupełnie inne pasy niż te w samochodach, ich się nie odpina, tylko się je wysuwa. Samolot nawrócił i wzniósł się w powietrze. Z początku uczucie ciekawe, tak jakby się spadało, ale do góry (inaczej opisać tego nie potrafię). Gdy samolot dotarł do odpowiedniej wysokości obsługa poinformowała, że można zdjąć pasy, ale nie trzeba. Na tej wysokości, zaczęło mi szumieć w głowie i ogólnie zacząłem się źle czuć. Poszedłem do toalety (prawie taka jak w pociągach jest, tylko większy spad w kibelku

), potem wróciłem, poczytałem troszkę PSX Extreme i zasnąłem.
Anglia witaW momencie kiedy się obudziłem szybowaliśmy już nad Anglią. Widoki zza okna były rzeczywiście takie, jak inni to opisują. Domki z kartonów, wiatraczki-zapałki i maluśkie kałuże zamiast jezior. Czuje się tą potęgę unoszenia parę kilometrów nad ziemią. Zaczęło się lądowanie, uczucie jak winda w dół. Szybko. Na lotnisku w Anglia, London Luton byliśmy po ok. półtorej godziny. Kapitan po polsku oznajmił, że niestety jest drobne opóźnienie, ale zaraz Anglicy skończą swoją Tea-time i będziemy mogli wysiąść.
Londyn, pierwsze spojrzenie.Lotnisko w Luton jest
WIELKIE. Przynajmniej w porównaniu do tego naszego pierdka im. Lecha Wałęsy. Poszukaliśmy informacji jak dostać się do West Ham, gdzie jest nasz hotel. Musieliśmy pojechać autobusem do Baker St. a stamtąd przesiąść się na metro, które już nas dowiezie do West Ham. Po szybkim rozeznianiu się z mniejszą częścią lotniska zaopatrzyliśmy się w jakiś prowiant i coś do picia. Ja wyczaiłem, że na lotnisku są niesamowicie smaczne cukierki w automatach, wszystkie są po 20p, warto ich spróbować (mmm... miętowe łamiszczęki...).
Londyn, pierwszy problem.Mimo iż kupienie biletu na autobus to żaden problem, tak wejście na jego pokład już jest. Zanim weszliśmy do autobusu musieliśmy przeczekać aż dwa przepełnione ludźmi (dosłownie) autobusy pojechały przed nami! Mimo wszystko, kolejka szła sprawnie i wyruszenie zajęło nam ok. 30 minut. Autobus ruszył i pojechał w stronę Baker St.
Londyn, miasto metra.Wysiedliśmy i zaczeliśmy szukać stacji metra. Szukaliśmy, przeszliśmy się kawałek i znaleźliśmy. Okazało się tylko, że złą stację znaleźliśmy. Zamiast pójść na Baker St. Station to poszliśmy na Marylebone Station odległą o jakieś 150m.
Londyn ma niesamowitą komunikacje metro. Cofneliśmy się na dobrą stację pogadaliśmy w informacji jakie bilety trzeba kupić (polecili dniówkę na 4 strefy za 6.3 Funta.
Aby obejrzeć plany metra, kliknij tutaj.Mind the Gap please!Ok, mając już określoną trasę i bilety wsiedliśmy do metra trasy
różowej i pojechaliśmy do West Ham. To znaczy chcieliśmy tam pojechać. Coś sfailowaliśmy, wysiedliśmy na Whitechapel, poszwędaliśmy się na zewnątrz, wróciliśmy do metra.
Samo wnętrze metra kojarzy się dosłownie z obrazem, który możecie zobaczyć w różnych anime.
Tak, japończycy included! Nie raz widywałem ludzi wyglądających na wzorowych JP businessmenów czy JP OL. Wsiedliśmy do linii
zielonej. W metro głos mówi jaka jest akutalna i następna stacja. Nad głowami są rozkłady jazdy z informacjami, gdzie można przesiąść się na inną linię metra czy kolei naziemnej. Są też informacje o wszystkich remontach i zmianach. Innymi słowy aby źle wysiąść trzeba być naprawdę zdolnym lub nie uważnym (my byliśmy nieuważni

). W głośnikach usłyszeliśmy...
Station West HamI wiedzieliśmy, że jest już to czas aby wysiadać. Poszliśmy w stronę wyjścia, tam zapytaliśmy się kolesia od informacji na tej stacji jak dojść do Church Street, na której był nasz hotel, w którym mieliśmy spędzić dwie najbliższe noce. Po dosyć szybkiej wymianie zdań otrzymaliśmy za darmo mapę z zaznaczoną stacją, nazwami ulic i naszym punktem docelowym, otrzymaliśmy też informacje jak najszybciej tam dojść.
King's Head HotelOh tak, hotel. Obsługiwany jest przez jakieś nie wiem jakiego pochodzenia dwie kobiety, które po angielsku dosyć dobrze mówiły, ale totalnie nie rozumiały o co nam chodzi z tym VATem

. Po otrzymaniu kluczyków do naszego pokoju zastała nas specyficzna niespodzianka.
Były dwa łóżka na trzy osoby. Jak się później okazało po prostu mnie i mojego tatę wzięli za parę (no co, takie samo nazwisko, dziwne polskie imiona, czego by się spodziewać). Po otrzymaniu materaca oraz przeprosin od obsługi byliśmy gotowi, aby wyruszyć na miasto.
Powrót na stacjeZmierzaliśmy spowrotem ku stacji. Mając chwilkę wyjąłem na spokojnie aparat i porobiłem zdjęcia okolicy. Mimo brzydkich murów i jednolitych domów to miejsce wydawało się całkiem urodziwe. Wszystko kwitło, było zielono i egzotycznie. Fajnie jest zobaczyć kwitnącą wiśnie na koniec marca.
Szturm na Londyn CentralnyWsiedliśmy znowu do metra, ponownie linia
zielona. Tym razem, nie zatrzymywaliśmy się na Whitechapel lecz udaliśmy się prosto na stacje Tower Hill. Tam udaliśmy się do pobliskiego KFC.
Can I has sum chikin?Menu w tamtejszym KFC różni się od polskiego. Nie ma np. w nim Longerów oraz pojawiają się kanapki znaczkie większe i droższe od Granderów. Do każdego zestawu dodawana jest... fasolka po bretońsku! Całkiem dobra nawet
.gif)
W samym KFC znalazłem jeden z najciekawszych znaków, które widziałem w swoim życiu.
w razie ataku niepełnosprawnych uciekać tamtędy London Tower & London BridgeMówią, że nie zobaczyć tych dwóch punktów to jak nie zobaczyć Motławy w Gdańsku czy Pałacu Kultury w Warszawie.
Tak jak Tower nie wywarł na mnie żadnego wrażenia (ot kolejna ruina, mamy pełno takich w Polsce) tak Bridge jest naprawdę, naprawdę śliczny. I sprzedają na nim coś ładnie pachnącego, jakieś orzeszki czy coś.
Picadilly Circus - starcie pierwszeNajłatwiejsze porównanie? Akihabara. Ta dzielnica poprostu tętni życiem, dźwiekiem, kolorami, WSZYSTKIM. Szkoda, że nie mieliśmy dużo kasy, bo
Ripley's Believe It or Not! wyglądało naprawdę niesamowicie (tylko jak tu zdzierżyć trzy wejściówki kosztujące 25 Funtów...).
TrocaderoWidzicie ten duży budynek? To jest właśnie London Trocadero, największa gralnia, w której byłem w życiu. Trzy piętra zapełnione najróżniejszymi automatami do różnych gier. Począwszy na "piłkarzykach" kończąc na japońskich beta różnych automatów. W tym samym budynku mieścił się Manga Store, w którym zaopatrzyłem się w Pocky oraz wallscroll z Hatsune Miku

(ah te pamiątki z Londynu

) Po krótkim obadaniu dopadłem NX'a oraz DS Euromix 2... co okazało się moją największą porażką. Zagrałem 3 razy i musieliśmy wychodzić (każda gra jest po 1 Funt). Co się okazało... jak wychodziliśmy to kątem oka zauważyłem DS Supernovę i koniecznie chciałem jeszcze zostać. Niestety, mój rodziciel się nie zgodził.
NightPowróciliśmy do hotelu, kupiliśmy jakieś jedzonko w pobliskim sklepie i poszliśmy spać.
Day 2Dzisiaj w planie były targi, udaliśmy się na piechotę do pobliskiego Excel Center (no, pobliskiego, dobrą godzinę szliśmy). Była piękna pogoda, więc spacerowało się fajnie mimo odległości. Po drodze dostrzegłem między dwiema bardzo ruchliwymi ulicami stadko koni. Pasły się.
Jak dochodziliśmy do centrum robiliśmy zdjęcia, zauważyła to lokalna policja. Prosili o wylegitymowanie się i pokazanie zdjęć (w tym samym centrum miał być szczyt G20 parę dni później). Rozmowa z policjantami była bardzo miła, powiedzili nam też, że już paru polaków dzisiaj sprawdzali.
Excel Convention CenterOhhhh yeah. To centrum jest
PRZEOLBRZYMIEEEEEEEE. Tego dnia w tym centrum odbywały się trzy wielkie targi w tym samym czasie! Naprawdę masa ludzi, w środku masa sklepów.
Salute 2009Totalnie not fun. Chodziłem, rozdawałem firmowe ulotki, pogadałem z paroma kolesiami na stoiska. Nic specjalnego do opowiadania, nie mój klimat (figurki fantasy / historyczne, makiety itp.). W przerwie poszliśmy coś zjeść. Zjadłem naprawdę pyszne spaghetti za zaledwie 3.5 Funta (naprawdę się najadłem).
After SaluteDroga do hotelu odbyła się podczas prawdziwej Londyńskiej pogody. Słońca z deszczem i wiatrem. Jakoś udało mi się z tatą dogadać i dostałem parę funciaków na drogę ponownie do Trocadero. Poszedłem na stację West Ham, wsiadłem w
zieloną linię, następnie na Embankment przesiadłem się na linię
brązową. Dojechałem do Picadilly Circus.
Trocadero - starcie drugieTym razem miałem trochę więcej czasu dla siebie. Tata prosił, abym był przed 21 w West Ham, było koło 18 więc mogłem wyluzować. Pierwsze co zrobiłem to dokładnie przespacerowałem całe Trocadero w poszukiwaniu ciekawych automatów do pogrania. Na pierwszy ogień poszło PiU PRO, na którym mogłem pograć za darmo, gdyż jakiś koreańczyk nie miał partnera do skakania (w PiU PRO za jeden kredyt skaczą dwie osoby). Niestety, zapomniałem swoich spodenek do skakania co skończyło się awarią moich spodni (dziura od tyłka aż do kolan). Miałem decyzję.
- Zrezygnować z dalszego skakania i wrócić do West Ham
- Sprawdzić pozostałe ciekawe automaty
Co wybrałem zapewne się domyślacie

. Następnym automatem do testów był DS Supernova. Świetne maty, o wiele lepsze niż polskie automaty czy nawet samoróbki naszych twórców. Zaraz obok stały DDR X (
JAPOŃSKA BETA!!) oraz Guitar Hero Arcade (dopiero co wstawiony). Na obu zagrałem. Guitar Hero Arcade jest beznadziejne, 1 song za funta to okrutne ździerstwo. DDR X mimo wszystko był całkiem ok. Kolejnym automatem, na którym pograłem był PiU NX:Absolute (
JAPOŃSKA BETA!!). mrrrr... te maty były tak czułe, że aż żal było po nich deptać! Poważnie mówie. Ogólnie wszystkie (za wyjątkiem jednego Euromixa) automaty były niesamowicie zadbane i w 100% działające.
Lista gier, które znalazłem w Trocadero:
- DS Supernova
- DDR X
- PiU NX:Absolute
- Pump PRO
- Guitar Freaks
- Percussion Master
- DS Euromix (przerobiony na In The Groove 3)
- DS Euromix 2
- Para Para Paradise 2nd Mix
- DDR 3rd Mix
- DS Supernova
- PiU NX
- BeatMania 3rd Style
- DS Euromix
- Percussion Master
- Guitar Hero Arcade
Po wydaniu wszystkiego co miałem, pożegnałem się z Trocadero.
Last NightPo powrocie do West Ham położyłem się spać. Pobudka była ok. 3:30 gdzie ok. 4:30 mieliśmy taksówkę do przystanku autobusowego (metro nie jeździ tak wcześnie). Z rana poprosiłem obsługę o trzy kubki (Can you give me three cups please?), obsługa na to odpowiedziała Why you need three cabs? I thought that you all are going to the same place! (Po co wam trzy taryfy? Przecież myślałem, że wszyscy jedziecie w to samo miejsce!). Po przyjeździe taksówki (khem, po telefonie od nas, czemu go jeszcze nie ma, taksówkarz stwierdził, że czasu nie przestawił...) zastała nas ostatnia dziwna londyńska sytuacja. Taksówkarz (z Bangladeszu) podał nam GPS i kazał wybrać miejsce, w które chcemy jechać. Okazało się, że po prostu tak jego firma wymaga, na szczęście koleś wiedział jak dojechać do naszego celu i jakimś cudem ledwo zdążyliśmy na nasz autobus (ostatni, którym zdążaliśmy na samolot).
Lotnisko ponownieZauważyłem jeszcze coś fajnego. Na lotnisku w Luton stoi sobie DS Euromix 2! Niestety, nie miałem już czasu, żeby na nim zagrać. Kontrola, o wiele szybsza niż na lotnisku w Gdańsku i wsiadka do samolotu. Zasnąłem odrazu jak wzlecieliśmy do góry. Obudziłem się, za oknem były chmury i bolała mnie głowa, głos obsługi powiedział, że niedługo lądujemy...
OutroI to by było na tyle, oczywiście działo się tam więcej rzeczy, ale tylko tyle pamiętam. Pobyt uważam za udany. Prawdopodobnie jestem pierwszym polakiem, który grał na GH:A, PiU NX:A oraz DDR X. Pocky są dobre. Angielskie fastfoody są całkiem ok, tylko za dużo jest tych ze zdrowym żarciem. Kultura w anglii jest niesamowita, wszyscy przepraszają nawet za rzeczy, których nie zrobili. Mam nadzieję, że kiedyś jeszcze odwiedzę ten kraj. Mam nadzieję, że wam też się to uda. Jest godzina 7:54, budzik zadzwonił, że właśnie powinienem wstawać do szkoły...
Adres Trocadero:
# 13 Coventry Street,
London W1D 7ER